Strona główna  /  Wycieczki  /  Giewont - co sprawia, że jest taki popularny?

Giewont - co sprawia, że jest taki popularny?

Giewont - co sprawia, że jest taki popularny?

Trasa: Dolina Strążyska - Polana Strążyska (0,30 h) - Wodospad Siklawica (0,10 h) - Polana Strążyski (0,10 h) - Przełęcz w Grzybowcu (0,45 h) - Giewont i (ok 1,30 h) - Kondracka Przełęcz (0,15 h) - Kondratowa Polana (0,45 h) - Kuźnice (0,40 h) - Zakopane
Data: 22.06.2007
Uczestnicy: Agnieszka, Rafał, Heniek, Lowell

 

Kolejna jednodniowa wycieczka do Zakopanego. Jak zawsze w takim przypadku wiąże się to z wczesnym wstawaniem. Tym razem nie jest tak źle - godzina 4.00 pobudka, godzina 5.00 odjazd. Standardowo kierujemy się na Suchą Beskidzką. Jednak tym razem jedziemy przez Zawoję, Zubrzycę, Jabłonkę, Czarny Dunajec i Chochołów. Chochołów, który zachwyca góralską architekturą, której nota bene nie znajdziemy w Zakopanem. (W takim wydaniu). Następnie mijamy Kiry, Sanktuarium na Krzeptówkach. Przed Krupówkami skręcamy w ulicę Kasprusie, która przechodzi w ulicę Strążyską i doprowadza nas do wylotu Doliny Strążyskiej. Tutaj znajduje się płatny parking i wejście do Tatrzańskiego Parku Narodowego.

 

Dolina Strążyska

 

Dochodzimy do Polany Strążyskiej fot. Lowell

 

W zeszłym roku, wraz z Agnieszką odwiedziliśmy Dolinę Strążyską przy okazji zdobywania Sarniej Skały. Po większą ilość informacji o Dolinie Strążyskiej zapraszam więc do relacji z Sarniej Skały. My po delektujemy się tym co się działo na trasie, w szczególności zdjęciami.

 

 

Strążyski Potok sobie płynie fot. Lowell

 

Zakupiliśmy bilety wstępu do Tatrzańskiego Parku i leniwym krokiem zaczęliśmy naszą wędrówkę po dolinie. Cały czas towarzyszy nam Strążyski Potok, przepływający to z lewe strony, to znowu z prawej. Wczesna pora sprawiła, że Dolina nie zapełniła się dużą ilością ludzi. Jednak mimo wszystko co jakiś czas, ktoś nas wyprzedzał. W taki sposób dość wolno, wręcz sielankowo, dotarliśmy do Strążyskiej Polany. Odsłania się widok na majestatyczny Giewont. Rafał dość poważnie zawiedziony faktem, że chatka na Polanie jest zamknięta zapuścił sobie tatrzańską drzemkę. Zostawiamy Rafałowi nasze plecaki i idziemy w stronę Siklawicy. Jest to około 5-10 minut spacerku. Warto jednak poświecić ten czas (jeżeli nie jest zbyt tłoczno pod wodospadem), gdyż wodospad jest wart obejrzenia.

 

Wodospad Siklawica

 

Żółtym szlakiem dochodzimy do Siklawy fot. Lowell

 

Szlak żółty doprowadza nas do wodospadu Siklawica. Wodospad jest dwupoziomowy, a jego łączna wysokość to 23 metry. Z czego 10 metrów przypada na ścianę dolną. Wodospad położony jest pod północną ścianą Giewontu. Podobno nazwa wodospadu pochodzi od Wielkiej Siklawy w Dolinie Pięciu Stawów Polskich. Dawniej nazywany był także Siczącą, Siczawą, Siklawą. Pomiędzy ścianami, znajduje się półka skalna, w której powstał tzw. kocioł eworsyjny - wygłębienie wypełnione wodą, które powstało pod wpływem uderzenia wody i odłamków skalnych. Korzystając, że przy Siklawicy nie było zbyt wielu ludzi, bez pośpiechu delektowaliśmy się tym miejscem, robiąc pamiątkowe zdjęcia (lanserka na całego).

 

Koniec lansowania, wracamy do Polany Strążyskiej fot. Lowell

 

Międzyczasie, znienacka, ktoś obudził Rafała. Trzask, nie naoliwionego zamku i otwieranych drzwi, wyrwał go z tatrzańskiej drzemki. Bigos i piwo - śniadanie jak się patrzy. My po powrocie z Siklawicy, również nie omieszkaliśmy konsumpcji browaru. Warto, dla przestrogi, przeczytać przy bufecie, informacje dotyczące ofiar, które pochłonął Giewont. Szczególnie ważne jest, aby na Giewont nie wchodzić podczas burzy!

 

 

Ktoś z nienacka otworzył chatkę na Polanie Strążyskiej fot. Agnieszka

 

Czerwony szlak na Giewont, czyli rosyjski hip-hop

 

Kolejny odpoczynek, tym razem za Grzybowcem, przed nami piękne widoki! fot. Lowell

 

My wracamy się w kierunku mostku, z którego czerwony szlak doprowadzi nas na Giewont. Przekraczamy Potok Strążyski i kierujemy się w stronę Przełęczy w Grzybowcu. Idziemy boczną dolinką pomiędzy szczytami Grzybowca i Łysianki. W pewnym momencie odsłania się nam okazała Sarnia Skała i Długi Giewont. Przed nami dość żmudne i wymagające kondycji podejście przez las. Oznacza to oczywiście dużą ilość odpoczynków. Droga się zwęża i zaczynają się schody... Trzeba przyznać, że mimo wielu odpoczynków, dość szybko upłynął czas "wspinaczki" na Przełęcz w Grzybowcu. Jest na pewno zasługa Heńka, który zasypywał nas kawałami i tekstami w stylu "Czy Pan pochodzi z Elbląga?". Oraz Rafała i jego czeskich zmarzlin kulowych.

Do Przełęczy w Grzybowcu oprócz czerwonego szlaku towarzyszył nam również szlak czarny, prowadzący do Doliny Małej Łąki. Czas przejścia z Polany Strążyskiej na Przełęcz w Grzybowcu to 45 minut.

 

 

Heniek bodajże na tle Grzybowca. Lansowanie trwa. fot. Lowell

 

Szlak czerwony skręca w tym miejscu w lewo, cały czas prowadząc nas w stronę Giewontu. Poruszamy się łagodnym grzbietem Grzybowca. Niestety te piękne tatrzańskie realia nie trwają zbyt długo. Do akcji wkraczają bez zahamowań, uparte, nie znające granic, obrzydliwe muchy. Niestety mój zapach przyciągał je najbardziej. Reklama Axe nie tak miała działać! Muchy były tak nachalne, że nawet kilkakrotnie wpadały w kadr, kilku niesamowitych ujęć. Niestety jest to walka z wiatrakami i przypomina się historia Rowokołu. Mimo plagi much poruszamy się dalej w stronę Grzybowca. Znajduje się on na wysokości 1417 m n.p.m. Następnie dochodzimy do małej polanki w obniżeniu grzbietu. Widok jak zawsze imponujący. Przed nami Kopa Kondracka i Małołączniak, na którego bocznym grzbiecie znajduje się okazała Wielka Turnia. Wielka Turnia 1765 m n.p.m. opada w stronę górnych odcinków Doliny Małej Łąki. Patrząc na południowy-wschód możemy podziwiać ściany Giewontu oraz Mały Giewont. A muchy wciąż dokuczają, jednak przed nami coś czego się nie spodziewaliśmy. Ze szlaku dobiega muzyka. Typowy Boombox, z którego dochodzą dźwięku rosyjskiego hip-hopu lub bardzo zbliżonej gatunkowo muzyki. Po prostu bosko! A poźniej się niektórzy dziwią, że w Tatrach są wypadki i ktoś spada w przepaść. Z przyjemnością bym popatrzał, jakby nawet samo radyjko poleciało w Dolinę Małej Łąki. Rosjanie (była ich cała wycieczka, niektórzy w stylowych sandałach) dzień wcześniej świętowali zwycięstwo nad Holandią w EURO 2008. Rozumiem, ale dlaczego szlaku na Giewont kontynuują świętowanie? Od tej pory zrobiło się tłocznie na szlaku. Dogoniły nas również inne zorganizowane grupy, w tym kilku braci Henryka ;).

 

Żeberko skalne mamy już za sobą... fot. Lowell

 

Tymczasem szlak wznosi się po zboczach Małego Giewontu. Przed nami żeberko skalne z drobnymi elementami wspinaczki. Dalej trawersujemy stok Małego Giewontu i docieramy do Przełęczy Siodło. Tutaj kolejny odpoczynek, lecz odpowiednio go skracamy, aby wyprzedzić pozostałe grupy i uniknąć korków na Giewoncie, których pewnie i tak nie ominiemy. Szlak w tym miejscu skręca trochę w lewo w kierunku Przełęczy Kondrackiej, jednak doprowadzi on nas do tzw. Przełęczy Kondrackiej Wyżni (1740 m n.p.m.). Z Hali Strążyskiej do tego miejsca mamy około 1,5 - 2 godzin. Można powiedzieć, że w tym miejscu witają nas tłumy. Na przełęczy z czerwonym szlakiem z Doliny Strążyskiej spotyka się szlak niebieski z Doliny Kondratowej, do której będziemy później schodzić. Na przełęcz można również dotrzeć żółtym szlakiem z Kopy Kondrackiej (trasa z Kasprowego Wierchu). Tutaj odpoczywamy i zbieramy siły przed głównym podejściem na Giewont. Międzyczasie dochodzą do nas "bracia" i Rosjanie. Baterie chyba się wyczerpały na nasze szczęście. Zerkamy w stronę Giewontu. I niestety po raz kolejny dochodzimy do wniosku, że niektórzy ludzie powinni mieć zakaz wstępu na teren Tatrzańskiego Parku, a najlepiej do każdego pasma górskiego. Zdobyć Giewont miło, ale krzyż na Giewoncie? Niestety to już głupota i u nas kolego z niej zasłynąłeś!

 

Agnieszka udaje, że coś zobaczyła ;) fot. Lowell

 

Giewont

 

Zdobywamy Giewont !!!

 

Rafał podąża za nim fot. Lowell

 

Bardzo często się zdarza, że pod Giewontem tworzy się kolejka... Kolejka osób czekających na wyjście. Takie realia to codzienność w sezonie letnim. My mamy szczęście, nie musimy czekać i swobodnie rozpoczynamy nasze podejście. Szlak prowadzący na Giewont jest od pewnego momentu jednokierunkowy. Umożliwia to płynne zdobycie szczytu, chociaż i tak raz po raz, ktoś zawraca. Najpierw do pokonania mamy zakosy, później zaczynają się skały i łańcuchy. Trzeba przyznać, że same skały są bardzo niebezpieczne. Turystom w sandałach współczujemy, gdyż te gładkie płyty są wyślizgane i łatwo tutaj o poślizgnięcia oraz upadki. Sam początek jest najgorszy - całkowicie płaska, śliska płyta, w której powycinane są małe schody. Jednak pierwszy z nich raczej przeznaczony jest dla osób dość wysokich i bez specjalnych manewrów ciężko jest tam się dostać. Nie należy również ufać wyciętym schodom, gdyż one również są bardzo śliskie. Dalej trasa jest znacznie łatwiejsza, poruszamy się po zrębach skalnych, które są znacznie pewniejsze i z łatwością wspinamy się ku górze. Heniek z Rafałem troszkę nam uciekli, my spokojnym tempem podążamy za nimi. Dochodzimy na sam szczyt, na którym to znajduje trochę miejsca dla siebie. Trzeba przyznać, nie jest źle.

 

Agnieszka wspina się po zrębach skalnych fot. Lowell

 

 

Giewont

 

Na Giewoncie fot. Lowell

 

Giewont, westchnienia ludzi na Krupówkach. Giewont, majestatyczny śpiący rycerz dominujący nad Zakopanem. Giewont - góra symbol. Giewont, to również wielki, żelazny krzyż, podczas burzy przyciągający pioruny rażąc zabłąkanych turystów. Kilka osób rocznie doświadcza takiego porażenia. W przypadku burzowej pogody, radzimy unikać tego miejsca i jak najszybciej zejść ze szczytu. Giewont jest również miejscem pielgrzymek.

Sam Giewont składa się z trzech części: Wielkiego Giewontu, Małego Giewontu i Długiego Giewontu. Cały masyw ma długość 2,7 km, a Wielki Giewont wznosi się na wysokość 1895 m n.p.m. Najsłynniejsza jest północna ściana Wielkiego Giewontu, wysoka na około 600 m. Będąc na Giewoncie, można doświadczyć tej wysokości, spoglądając w dół w stronę Polany Strążyskiej. Jest to również bardzo niebezpieczne miejsce, gdzie przy dużym tłoku należy być bardzo uważnym.

 

Widok na Kopę Kondracką fot. Lowell

 

Inne niebezpieczne miejsce to tzw. Źleb Kirkora, znajdujący się na Giewonckiej Przełęczy, pomiędzy Wielkim i Małym Giewontem. Jak podaje Wikipedia, do 2003 roku zginęło w tym miejscu ponad 20 turystów. Przyczyną jest skracanie drogi z Giewontu i zbaczanie ze szlaku.

 

 

Kasprowy Wierch i Orla Perć

 

Oczywiście, nie brakuje legend na temat góry. "Jedna z nich mówi o rycerzach śpiących pod Tatrami, którzy obudzą się, gdy Polska znajdzie się w wielkim zagrożeniu, umiejscawia ich właśnie pod Giewontem. Istotnie, w ścianach Giewontu znajdują się liczne jaskinie".

 

A to Sarnia Skała, z której podziwiliśmy Giewont rok wcześniej fot. Lowell

 

O widokach z Giewontu, również wiele można pisać. Warto ich doświadczyć osobiście! Każdy tatrzański zakątek ma swoją specyfikę i klimat. Od południa podziwiamy masyw Czerwonych Wierchów, na południowym wschodzie Kasprowy Wierch, Świnica i charakterystyczna Orla Perć. Od północy Dolina Strążyska, Sarnia Skała i miasto Zakopane. To tak w ramach wielkiego skrótu.

Korzystając z możliwości dłuższego przebywania na szczycie, zasilamy naszą internetową galerię nowymi zdjęciami i posilamy się przed droga powrotną.

 

Schodzimy z Giewontu szlakiem do Kondratowej

 

 

Agnieszka dzielnie walczy ze śliskimi kamieniami  fot. Lowell

 

Tak jak wspominałem wcześniej, szlak na Giewont jest jednokierunkowy. Oznacz to, że jeżeli weszliśmy jedną drogą, inną zejdziemy. Przemieszczamy się wzdłuż północnej ściany Giewontu, patrząc na lub też unikając widoku przepaści jaka tam się znajduje. Nie ma zbyt wielu turystów na szczycie więc wszystko przebiega bezpiecznie. Przypominam o Żlebie Kirkora! Zejście z Giewontu zabezpieczone jest łańcuchami, kamienie po tej stronie również są dość mocno wyślizgane. Można powiedzieć, że ważny jest każdy krok, aby zejść bez obtarć z Giewontu. Wracamy na naszą przełęcz pod Giewontem.

 

 

Rafał to już rutyniarz fot. Lowell

 

Chwila odpoczynku i kierujemy się w stronę Przełęczy Kondratowej. Widok na Kopę Kondracką przywołuje wspomnienia z wycieczki na Czerwone Wierchy, wtedy nie była ona, aż tak dobrze widoczna. niebieskim szlakiem schodzimy do Polany Kondratowej. Trzeba wspomnieć, że podejście od strony Doliny Kondratowej jest łatwiejsze niż od strony Doliny Strążyskiej. Droga powrotna, ma to do siebie, że bardzo często się dłuży. Również tym razem dojście do Kuźnic trwało dość długo. Najbardziej nużący jest ostatni etap - brukowana droga w stronę stacji kolejki linowej w Kuźnicach. Twarda nawierzchnia daje się znać przynajmniej moim stawom. Teraz tylko powrót busem do Zakopanego, szybka przekąska na Krupówkach i powrót do Bielska. Kolejna udana wyprawa na naszym koncie! Zresztą wszystkie były do tej pory udane ;)

 

Szybkie spojrzenie na Kasprowy Wierch fot. Lowell


Zobacz wszystkie zdjęcia z wycieczki!



Pozostaw Komentarz

Twój adres mailowy nie zostanie opublikowany.





Podobne


dolina-5-stawow-oraz-piekielnie-sliskie-szpiglasowe-perci

Dolina 5 Stawów oraz piekielnie śliskie Szpiglasowe Perci

orla-perc

Orla Perć

bystra-tatry-zachodnie

Bystra Tatry Zachodnie

mala-wysoka

Mała Wysoka