Strona główna  /  Wycieczki  /  Tour de Chochołowska - Jarząbczy Wierch

Tour de Chochołowska - Jarząbczy Wierch

Tour de Chochołowska - Jarząbczy Wierch

Trasa: Dolina Chochołowska - Trzydniowiański - Kończysty - Jarząbczy Wierch - Łopata - Wołowiec - Chochołowska
Data: 05.06.2011
Uczestnicy: Dorota, Marcin, Lowell

 

Głównym celem tej eskapady chochołowskiej był Jarząbczy Wierch. (2137 m n.p.m). Podejście do zagadnienia zdobycia tego szczytu ma już swoją historię przy okazji relacji z Grzesia. Tym razem możemy powiedzieć: We did it! I jak to zazwyczaj bywa w fajnych wyprawach, działo się wiele! Był błękit nieba, była burza, ze swojego ukrycia wyszły nawet świstaki!

 

Odwieczny dylemat, na którą nastawić budzik

 

Jarząbczy Wierch

Jarząbczy Wierch

 

Dylemat ten jest nie banalny. Pomiędzy godziną 4:00, 5:00, 6:00 dochodzi nawet do dwóch godzin różnicy. Słodki sen na podłodze w schronisku czy jak najwcześniejsze dążenie do celu? Pod wieczór napłynęły do nas informacje, że pogoda utrzyma się do godziny 17.00, później możliwe burze konwekcyjne. Piękny kalafior Cumulus Congestus może się zmienić w potwora Cumolonimbus w ciągu kilkunastu minut. Jak to w życiu bywa, wybraliśmy dłuższy sen, co tym razem uszło nam na sucho, jednak jest to mniej rozsądny wybór. Lepiej wyjść wcześniej!

 

Trzydniowniański Wierch

 

Widoki z Trzydniowiańskiego

Widok z Trzydniowiańskiego Wierchu

 

Wstajemy o 6:00, poranna toaleta, robimy śniadanie, zostawiamy ciężki sprzęt (dziękujemy za udostępnienie szafy :)) i tuż po 7:00 ruszamy czerwonym w stronę Trzydniowiańskiego Wierchu. W dolinie rozwinęła się piękna mgiełka, urocza wizytówka Chochołowkiej. Szlak z początku prowadzi lasem równolegle do Chochołowskiego Potoku. Mijamy Jarząbcze Szałasiska. Naszym oczom ukazuje się nasz cel - Jarząbczy Wierch. Nie wygląda tak groźnie. Szerokimi zakosami wdrapujemy się na Trzydniowniański Wierch. Dorota narzuca szybkie tempo. Dochodzimy na grzbiet, odbijamy w lewo aby dojść na sam szczyt. Od schroniska 2:20 h , do schroniska 1:40 h (wg. mapy). Trzydniowniański Wierch wznosi się na wysokość 1758 m n.p.m. Podziwiamy piękne panoramy. Może ktoś pokusi się aby opisać zdjęcie powyżej?

 

Kończysty Wierch

 

Kończysty Wierch

Trawersujemy Czubik (1846m), przed nami Kończysty Wierch

 

Po chwili odpoczynku kontynuujemy naszą wyprawę. Czeka na nas Kończysty Wierch. Rozkoszując się pięknymi widokami idąc przekroczyć barierę 2000 m!!! Najpierw trawersujemy Czubik, naszym oczom ukazują się po wschodniej stronie Dudowe Stawki. Jeszcze tylko główne podejście i jesteśmy na górze. Jest to szczyt zwornikowym, czyli oprócz grani północnej, po której dochodzimy do Kończystego Wierchu, znajduje się tu główna grań Starobociański - Jarząbczy (takie skrzyżowanie). Kończysty znajduje się na wysokości 2002 m n.p.m. Przez szczyt przechodzi granica polsko-słowacka. Robimy odpoczynek i jemy drugie śniadanie, Dorota urządza owocowy piknik, ja jednak boję się takich rzeczy w górach :) Od schroniska 3:15 h , z powrotem 2:20 h..

 

Jarząbczy Wierch

 

Jarząbczy Wierch

Marcin na tle Jarząbczego

 

No to dajemy na Jarząbczy główną granią Tatr. Jest to najwyższy szczyt na naszym dzisiajszym szlaku. Wznosi się na wysokość 2137 m n.p.m. Droga najpierw opada w stronę Jarząbczej Przełęczy (1954 m). Po słowackiej stronie ujawniają się Raczkowe Stawy (Rackove plesa) w bardzo zjawiskowej Raczkowej Dolinie. A to wszystko za sprawą malutkich archipelagów kosodrzewiny.

 

Zadnia Raczkowa Dolina

Zadnia Raczkowa Dolina

Szlak na Jarząbczy od strony Kończystego Wierchu jest całkiem przyjemny. Odcinek ten nie jest długi, ostatnie podejście troszkę daje się odczuć w nogach, ale jest to nic w porównaniu z podejściem od strony Łopaty. Po drodze robimy krótką sesję napotkanym roślinkom (w galerii). Tym razem Marcin nas prowadzi na szczyt!

A sam Jarząbczy (słowacki Hrubý vrch) to szczyt w grani Otargańców słowackich Tatr Zachodnich. Sąsiaduje z Jakubiną czyli Raczkową Czubą. Właściwy wierzchołek szczytu znajduje się po słowackiej stronie. Nazwa pochodzi od góralskiego rodu Jarząbków. Od schroniska 3:55 h , z powrotem 2:50 h..

 

Jarząbczy Wierch

Jarząbczy Wierch

 

W stronę Wołowca

 

Jarząbczy od strony Łopaty

Jarząbczy od strony Łopaty

 

Nasz pobyt na Jarząbczym można śmiało określić jako kilkominutowy. Co prawda od samego rana się chmurzy, ale tym razem wygląda to już trochę poważniej. W oddali słychać pierwsze grzmoty. A przed nami jeszcze prawie dwie godziny na głównej grani Tatr - Wołowiec czeka na nas. Tym razem ja prowadzę. Burza na szczęście krąży gdzieś w oddali, jednak to kwestia czasu. Zejście z Jarząbczego w stronę Łopaty jest dość strome, jednak nas cieszy, że nie musieliśmy od tej strony podchodzić. Wydaje się dużo bardziej wymagające. W dobrym tempie znajdujemy się na Niskiej Przełęczy. Przed nami Łopata z kilkoma skałkami do przejścia na zboczach (na własne życzenie). Jak skały to dodatkowa adrenalina. Wznosi się na wysokość 1957 m n.p.m.i tworzy trzy granie: w kierunku Jarząbczego, w kierunku Wołowca oraz Czerwonego Wierchu.

 

Okno skalne

Okno skalne

 

Przed nami ostatnie podejście - Wołowiec 2064m n.p.m. Jest to również szczyt zwornikowy z odejściem od głównej grani w stronę Rohaczy po słowackiej stronie. Sytuacja robi się coraz bardziej burzowa (w przenośni i w rzeczywistości). Wychodzi zmęczenie, zbliża się do nas burza a my wdrapujemy się na szczyt zamiast z niego schodzić. Na szczęście słychać grzmoty po Słowackiej stronie, a nad Zakopanym pada deszcz. My zdobywamy Wołowiec. Jest tam nawet spora grupka turystów. Słowacka strona cała w chmurach burzowych. Od Doliny Starobociańskiej kolejne pasmo chmur, czyżby ucieczka w stronę Rakonia i Grzesia? Lepiej jednak zejść z głównej grani do Chochołowskiej Doliny zielonym szlakiem. Od schroniska 5:40 h , z powrotem 4:40 h..

 

Się chmurzy :)

Się chmurzy :)

 

Trzy świstaki i burza w dolinie

 

Świstak

Świstak


Zmykamy przed burzą zielonym szlakiem. Większość osób schodzi w dół, jednak jest parę osób, które idą w przeciwnym kierunku. Niektórzy muszę realizować swoje cele bez względu na okoliczności. Na Wołowcu wydawało się, że opady deszczu to kwestia chwili. Chwila się przeciąga, pokonujemy najbardziej strome zejście zielonego szlaku jeszcze po suchych kamieniach. Dookoła grzmi i wali piorunami. Ze swoich norek powychodziły nawet świstaki zdziwione tym stanem rzeczy. To mój pierwszy świstak widziany na żywo!

Deszcz musiał nas w końcu dopaść, najpierw zaczęło kropić, później ostro walnęło w pobliżu, a na koniec już lało. Dopadło nas w okolicach Wyżniej Chochołowskiej Polany, czyli już przed pasmem lasu. Płachta "denata" i idziemy dalej. Burza przechodzi dalej w stronę Grzesia. Tam wali najmocniej. Gdy przekraczaliśmy Dolinczański Potok zaczęło wychodzić słońce, deszcz ustał. Znowu zrobiło się pięknie. Po 20 minutach docieramy do schroniska. Od początku (pętla) 7:50 h , w drugą stronę 7:30 h.. A później pozostaje już tylko droga do wylotu Doliny Chochołowskiej. Pierwsze Tour de Chochołowska 2011 zakończone! Czasy przejść wg mapy Compassu, nie doliczono czasu na odpoczynek!


Zobacz wszystkie zdjęcia z wycieczki!



Pozostaw Komentarz

Twój adres mailowy nie zostanie opublikowany.





Podobne


dolina-5-stawow-oraz-piekielnie-sliskie-szpiglasowe-perci

Dolina 5 Stawów oraz piekielnie śliskie Szpiglasowe Perci

orla-perc

Orla Perć

giewont-co-sprawia-ze-jest-taki-popularny

Giewont - co sprawia, że jest taki popularny?

bystra-tatry-zachodnie

Bystra Tatry Zachodnie